niedziela, 1 lutego 2015

Manipura - woda zapachowa The Secret Soap Store

Nowy rok, nowe postanowienia... No i oczywiście - nowy zapach! Wszystkie najważniejsze dni ostatnich dwóch miesięcy przeżyłam w towarzystwie - wody zapachowej Manipura od The Secret Soap Store.





Sprezentowana mi buteleczka pięknie prezentowała się już w świątecznym opakowaniu. Minimalistyczny flakon ukryty jest w ręcznie robionym, wyłożonym wiórami drzewnymi pudełeczku. Zapach prezentuje się ciekawie i bardzo tajemniczo - to świetna propozycja prezentowa. Niesamowicie żałuję, że wszystkie zdjęcia, jakie zrobiłam tuż po otwarciu prezentu uległy zniszczeniu :( 





Sam zapach oparty jest na nucie róży, lawendy, bergamotki, ylang-ylang i rozmarynu. Opisałabym go jako słodki, ale nie przesłodzony, niesamowicie energetyczny i dodający wigoru. Rewelacyjnie sprawdził się u mnie w dniach, wymagających zaangażowania, skupienia i koncentracji - orzeźwiający zapach pozwalał mi utrzymać dobry humor i wysoki poziom energii. Pomógł mi przetrwać cięższe dni w pracy, ale sprawdził się też wieczorami - dzięki kilku kroplom wody od razu czułam przypływ radości i dobrej mocy.







Byłam zaskoczona dowiadując się, że marka The Secret Soap Store wprowadziła do oferty wody zapachowe. Niuchnęłam sobie także inne perfumy z serii Holistic Me - każdy oparty jest na jednej, kwiatowej nucie zapachowej. Każdy też dedykowany jest innej czakrze - czyli innemu miejscu na ciele człowieka, w którym generowana jest życiowa energia. Mój flakon został wybrany idealnie - Manipura to czakra, odpowiedzialna za równowagę emocjonalną. Zapach idealnie pozwala zbalansować uczucia i emocje - w zależności od potrzeb chłodzi lub rozgrzewa. Myślę, że idealnie sprawdzi się nie tylko zimą, ale także w lecie. Manipura ma potencjał, a cała linia Holistic Me wydaje mi się naprawdę niezwykle ciekawa.

Jeśli nie miałyście okazji spotkać się jeszcze z zapachami od Secret Soap - polecam i zachęcam Was do wypróbowania. U mnie zapach sprawdził się doskonale. Równie zachwycona byłam innym duetem od Secret Soap Store - pilingiem i maseczką z linii bursztynowej Time for Baltic. Recenzje tych dwóch skarbów już niedługo :)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Yonelle Nanomask: maska do twarzy, czyli wymarzone prezenty świąteczne IV

Maski i maseczki do twarzy to jedne z moich ulubionych kosmetyków. A że obok nowości nie potrafię przejść obojętnie, P r o g r e s s i v e  N a n o m a s k  marki  Y o n e l l e musiała doczekać się też mojej opinii. I oto przedstawiam kolejny mój hit z cyklu "wymarzone prezenty świąteczne 2014". 




Gdybym nie miała tej maski - naprawdę chciałabym ją dostać. Jest śliczna, skuteczna, a do tego przyjemna i wydajna w użyciu. Biorę ją w ręce i widzę zaawansowany, ultra-nowoczesny i kobiecy design. Zagłębiam się w skład - i trafiam do krainy technologii na światowym poziomie, ani trochę nie odstającej od kosmetyków produkowanych dla największych, globalnych koncernów. Skierowana do czterdziestolatek polska marka Yonelle podbiła moje serce :)






Spójrzcie na to pudełeczko - czy nie jest urocze? :) Uderzająco ładny design opakowania rozpoczyna się od kartonowego pudełeczka. W delikatnym woreczku, idealnym do przewożenia kosmetyku, znajdziemy słoiczek w nasyconym, rubinowym kolorze. Do słoiczka dołączono oczywiście szpatułkę do nakładania kremu. 




A co kryje się wewnątrz maski? Oddaję głos producentom: 

Innowacyjny kosmetyk na bazie NANODYSKÓW™ wypełnionych witaminą C oraz kwasów o 4% stężeniu. Polecana do szybkiej rewitalizacji każdego typu cery dojrzałej, zmęczonej, do stosowania 2-3 razy w tygodniu. Już po jednorazowym użyciu skóra staje się miękka i gładka w dotyku, odświeżona, nawilżona, bardziej elastyczna, rozjaśniona. 

Stosowanie Progresywnej Nanomaski zapewnia narastające w czasie efekty: wygładzenia powierzchni skóry, ujędrnienia i zmniejszenia widoczności porów. Cera ma zdrowszy koloryt i wygląda młodziej

Efekt „nowej skóry” osiągnięto dzięki synergii działania witaminy C, transportowanej w głąb skóry przez NANODYSKI™, EKSFOLIACJI PROGRESYWNEJ™ na bazie KWASU FITOWEGO oraz nowatorskiej formy emulsji o niskim pH, zapewniającej ponadprzeciętną aktywność biologiczną Progresywnej Nanomaski. 

Efekt ten wspomaga ekstrakt z ALGI ŚNIEŻNEJ / SNOW ALGAE, który aktywuje gen przedłużający młodość komórek skóry.




Użyłam tej maski dopiero kilka razy, ale jej działanie oceniam na bardzo dobre. Nanomaska pięknie pachnie, świetnie się rozprowadza - to niby banał, ale niestety nie reguła. Najważniejsze są jednak efekty - a tu, po nałożeniu, widzę w lustrze skórę mocno nawilżoną, elastyczną, wyglądającą zdrowo i rozświetloną. Cudowny jest efekt zastosowania witaminy C - uwielbiam kremy z tym dodatkiem, a w masce Yonelle działanie tego składnika widać i czuć od pierwszego zastosowania.

Maska bardzo szybko się wchłania, nie ma problemu w stosowaniu jej jako krem na dzień. Nie stosuję jednak tego triku zbyt często: mam wrażenie, że skóra zbyt szybko przyzwyczaja się do efektu końcowego, i ostatecznie efekt ten przestaje być widoczny. Mimo to jednak Nanomask w sytuacji awaryjnej daje radę - można śmiało nałożyć na maseczkę podkład i puder, i całość wytrzyma cały dzień, bez wałkowania się czy nierówności.


Nanomask to świetnie skrojony kosmetyk, idealnie dopasowany do potrzeb grupy odbiorczej, czyli pań w bliższych i dalszych okolicach czterdziestki. Ta maseczka może stać się prawdziwym ulubieńcem, więc jeśli chcecie komuś (lub sobie) sprawić ultra przyjemność - wypróbujcie ją w roli prezentu. Miłego używania! :)


YONELLE NANOMASK

CENA: 199 zł / 55 ml
DOSTĘPNOŚĆ: yonelle.pl, Douglas
DLA KOGO: skóra dojrzała, wymagająca rewitalizacji i nawilżenia


Szukasz innych prezentów świątecznych? Oto moje propozycje na ten rok:

* genialny duet kremów na dzień & na noc marki SENISILIS: ---> KLIK

* najlepsza mascara świata, czyli GRANDIOSE LANCOME: ---> KLIK

* boski mezzoroller & serum młodości YONELLE: ---> KLIK

niedziela, 7 grudnia 2014

Mezoterapia igłowa - czy warto?

Mezoterapia igłowa: tak czy nie? 

Dla kogo tak naprawdę jest przeznaczona? 

Jak bardzo jest bolesna? 

I czy rzeczywiście zostawia twarz zmasakrowaną? 

Zapraszam na (ostrzegam - dość długą!) opowieść o seryjnym nakłuwaniu twarzy ;)




Kiedy rozmawiam o mezoterapii z osobami, nie znającymi tego zabiegu, zazwyczaj jako pierwsze słyszę: ale to przecież boli! No cóż - nie będę udawać, że jest inaczej. Jednak warto ponieść ryzyko i spróbować. Efekty potrafią być spektakularne.


Mezoterapia igłowa to zabieg polecany skórom wymagającym rewitalizacji, odświeżenia, odżywienia i pobudzenia. Igiełki mogą być stosowane na całe ciało: mezoterapia wykonywana jest na skórze głowy, dłoni, miejscach dotkniętych celulitem. 

Osobiście trochę boję się igieł, ale i tak jestem wielką fanką mezoterapii igłowej stosowanej na twarz. Choć nie jest to zabieg przyjemny, powtarzam go w miarę możliwości przynajmniej raz na kwartał. I widzę, jak preparat wstrzykiwany w każdy centymetr mojej twarzy pracuje i daje o sobie znać skórą nawilżoną, ujędrnioną i o zdrowszym wyglądzie.




Co jest ważne w zabiegu mezoterapii igłowej? Mnie wydaje się, że dwie rzeczy: preparat, jaki wstrzykiwany jest podczas zabiegu, oraz umiejętności osoby wykonującej zabieg. Moja pierwsza mezoterapia zakończyła się tragicznie - skóra wyglądała co prawda świetnie, ale tylko i wyłącznie w tych miejscach, które przebijały się spod krwiaków i sińców... Miałam zmasakrowaną całą połowę twarzy - przez tydzień chodziłam zakrywając się, bo drobne siniaki i strupki po zastrzykach sprawiały że wyglądałam jak ofiara przemocy domowej. Dlatego jeśli decydujemy się na mezoterapię igłową - bądźmy pewne, że trafimy w dobre ręce. Wizyty w przypadkowo wybranych gabinetach mogą zakończyć się dla naszej twarzy bardzo różnie...


Swój zeszłotygodniowy zabieg mezoterapii igłowej miałam przyjemność wykonywać u pani Aleksandry Dubiel w krakowskim studiu kosmetycznym Freya (---> KLIK). Pani Ola jest kosmetologiem z sześcioletnim stażem, specjalizuje się w zabiegach mezoterapii igłowej, pilingach medycznych, elektrolizie i elektrokoagulacji. To przemiła osoba o ogromnej wiedzy, a zabieg mezoterapii w jej wykonaniu określiłabym jako wybitny :)




Wszystko zaczęło się od demakijażu twarzy oraz nasmarowania buzi maścią Emla. Ten znieczulający preparat stosowany jest w wielu zabiegach medycyny estetycznej. Po pół godziny, kiedy buzia była już odrętwiała, zaczęła się zabawa - czyli nakłuwanie ;) Każdy centymetr mojej buzi przynajmniej dwa razy przywitał się z igiełką, wbijaną do skóry na głębokość ok 4 mm. Ojjj, mimo Emli nie da się nie odczuć tej inwazji wstrzyknięć ;)


Mezoterapia igłowa w studiu Freya wykonywana jest przy pomocy preparatu Cytocare. To intensywnie nawilżający i regenerujący skórę twarzy koktajl, oparty głównie na kwasie hialuronowym w różnym (w zależności od wersji preparatu i potrzeb skóry) stężeniu. Ja z opcji: Cytocare 502, 516 i 532 wybrałam ten środkowy - witaminy, minerały i aminokwasy w połączeniu z kwasem hialuronowym naprawdę działają w nim wspaniale...




Ból towarzyszący mezoterapii igłowej jest trochę nieznośny, jednak do przeżycia. Nakłuwanie trwa maksymalnie 30 minut - ostateczny czas zależy od tego, ile przerw będzie robionych w trakcie. I w zasadzie zaraz po skończeniu zabiegu można ocenić jakość jego wykonania - jak wiele siniaczków i wybroczyn będziemy miały na twarzy przez najbliższe dni. 

Tu muszę też dodać: oczywiście kompetencje i doświadczenie osoby wykonującej zabieg to jedno, a predyspozycje naszej skóry to drugie. Panie ze skórą wrażliwą, płytko unaczynioną mogą mieć z zabiegiem trochę większy problem. Tym bardziej powinny więc szukać fachowej kosmetolożki, która zminimalizuje ryzyko zmasakrowania twarzy.




U mnie, po zabiegu w studio Freya, na twarz został jeden (!) ślad po ukłuciu igłą. Strupek oglądałam kilka dni, potem samoistnie zniknął. Świetne wykonanie, za które pani Oli naprawdę należą się oklaski. Jeszcze ciekawsze jednak były odczucia, jakie towarzyszyły mi podczas zabiegu i po jego zakończeniu. 




Zaraz po wykonaniu zabiegu twarz wygląda, jakby odbiła się w niej skóra krokodyla. Pęcherzyki preparatu widoczne są tuż pod skórą, co tworzy naprawdę niezwykły wizualnie efekt :)) Po kilku godzinach wzorek ustępuje, mija też zaczerwienienie i uczucie silnego pobudzenia twarzy. Następnego dnia po mezoterapii igłowej skóra już wykazuje pierwsze efekty zabiegu: jest rozświetlona i elastyczna. Najlepsze przychodzi jednak kilka dni później, kiedy preparat stopniowo się wchłania i zaczyna pracować. Nawilżenie, zwiększona gęstość skóry, większe napięcie skóry, wewnętrzny blask, delikatnie poprawiony owal twarzy - to najfajniejsze efekty zabiegu. Po wykonanej mezoterapii nawet w słabszy dzień twarz prezentuje się jako lepiej wypoczęta i zregenerowana. 




Znam w Krakowie kilka miejsc, które mezoterapię igłową wykonują świetnie. Studio FREYA jest jednym z nich. Sam zabieg jest bardzo dobrą inwestycją w długofalową pielęgnację skóry po trzydziestce, natomiast fachowe ręce pani Oli Dubiel polecam z pełną odpowiedzialnością :) Polecam zabieg wszystkim moim Czytelniczkom po trzydziestce - nawet jeśli boicie się igiełek, warto się przełamać. Jesień i zima to dobry czas na wykonanie tego zabiegu - na wszelki wypadek na wizyty umawiajcie się jednak po południu, i najlepiej przed wolnym weekendem ;)


MEZOTERAPIA IGŁOWA
CENA: od 300 zł
WYKONANIE: Studio Kosmetyczne FREYA, Kraków, os. Dywizjonu 303
DLA KOGO: skóra ze skłonnością do zmarszczek, wymagająca rewitalizacji, po 35 roku życia


środa, 3 grudnia 2014

Wymarzone prezenty świąteczne III: Sensilis Deep Hydrating Cream & Sensilis Lipo Lifting

Sensislis Deep Hydrating Cream i Sensilis Lipo Lifting Day Cream to najfajniejsze kremy, na jakie trafiłam w ostatnim półroczu. 

Trafione od A do Zet: począwszy od opakowań, aż po konsystencję i działanie. 

W roli prezentu świątecznego sprawdzą się idealnie!




SENSILIS Deep Hydrating Cream z linii GLACIER ESSENCE to krem nawilżający na dzień i na noc, przeznaczony do skóry suchej i bardzo suchej. Wśród składników aktywnych producent wymienia: wodę z lodowca (dynamizuje i zatrzymuje wodę w naskórku), oligoelementy (poprawiające witalność skóry), ekstrakt z białego i błękitnego lotosu (o działaniu odczulającym).






SENSILIS Lipo Lifting Day Cream z serii UPGRADE ma działanie remodelujące, wzmacniające napięcie skóry oraz przeciwzmarszczkowe. O ile linia Glacier Essence jest uniwersalna, i pasuje do niemal każdego typu skóry, tak seria Upgrade skierowana jest do kobiet po 35. roku życia. Spójrzmy zresztą na substancje aktywne: mamy tu związku krzemu organicznego, kofeiny, biomimetyczne trójpeptydy. Piękny - i bardzo skuteczny - koktajl.





Kiedy kremy Sensilis obejrzałam po raz pierwszy, aż ciężko było mi uwierzyć, że zaprojektowane i wyprodukowane zostały w Polsce. Uroda opakowań jest uniwersalna - klasyczna i doskonale funkcjonalna. Oczywiście wiem (i wiem, że Wy wiecie ;)) że wygląd pudełeczka kremu tak naprawdę to drugorzędna sprawa. Jednocześnie jednak używanie kremu, opakowanego w piękny sposób, jest mimo wszystko znacznie bardziej przyjemne, prawda? Dlatego w przypadku Sensilis ta cecha wydaje mi się zdecydowanie warta opisania. W łazience czy na toaletce kremy tej marki prezentują się uroczo. I choćby dlatego sprawdzić mogą się jako prezent ;)





Obydwu kremów używam od niedawna - zaledwie trzech tygodni. Na pewno każdemu z nich poświęcę osobny wpis, jednak już teraz mam kilka obserwacji. 

Przede wszystkim - kremy cudownie się uzupełniają, świetnie ze sobą współpracują. Lipo Lifting doskonale sprawdza się na dzień: kiedy spędzam dzień na zewnątrz SPF 15 wymaga dodatkowego uzupełnienia, jednak jako krem stosowany pod podkład jest rewelacyjny. Deep Hydrating Cream natomiast, nakładany na noc, sprawia że rano budzę się z buzią świeżą, wypoczętą i idealnie nawilżoną.



Obydwa kremy mają świetną konsystencję: maślano-śmietankową, taką którą aż chce się używać :)) I rzecz ostatnia - zapach. Lipo Lifting lekko ozonowy, świeży, ogórkowy; Deep Hydrating - czy to zapach lotosu?? Nie potrafię określić nuty w stu procentach, ale powiem Wam: wypróbujcie. Ja jestem zachwycona, i przeglądam katalog Sensilis we wszystkie strony. Rewelacyjne kremy, i wrócę do nich z pewnością nie raz.

czwartek, 27 listopada 2014

Intensywnie Nawilżające Serum Przeciwzmarszczkowe na noc GoCranberry

Serum do twarzy od jakiegoś czasu na stałe zagościło w mojej pielęgnacji. Dziś zapraszam na recenzję produktu GoCranberry - przedstawiam Intensywnie Nawilżające Serum Przeciwzmarszczkowe na noc polskiej marki Nova Kosmetyki.





Przy okazji recenzowania wyśmienitego Serum Młodości Yonelle (---> KLIK) wspomniałam, jak bardzo zmienił się mój stosunek do serum w ogóle. Kiedyś uważałam ten kosmetyk za nadobowiazkowy luksus, dziś jednak widzę, jak dobrze sprawdza się w codziennym użyciu. Zastosowanie serum pod krem na dzień realnie przedłuża pracę tego kremu - skóra dłużej utrzymuje poziom nawilżenia, nie krzyczy pić po kilku godzinach. Jeśli nie miałyście jeszcze okazji - polecam, przetestujcie tę opcję. Prawie na pewno odczujecie różnicę.


Przetestowałam kilka serów (haha, przed napisaniem tego zdania musiałam sprawdzić, jak brzmi poprawna liczna mnoga dla tego słowa ;)) - niektóre zdały egzamin lepiej, inne gorzej. Jak wypadło Intensywnie Nawilżające Serum Przeciwzmarszczkowe na noc GoCranberry?





W składzie tego serum upakowano nawilżający skwalan, witaminę C, niskocząstkeczkowy kolagen morski, ekstrakt z owoców żurawiny i witaminę E. Jak na tak bogaty koktajl składników, konsystencja serum jest zaskakująco lekka, a przy tym ładnie pachnąca. Przyjemny kolorek i funkcjonalne opakowanie z pompką składają się na całkiem udany kosmetyk.

Choć używałam tego serum z przyjemnością, oceniam je jako przydatne dla skór młodszych niż moja. Myślę że Intensywnie Nawilżające Serum Przeciwzmarszczkowe na noc GoCranberry sprawdzi się najlepiej u kobiet w wieku 25-30 lat. To dobry produkt do wprowadzenia w temat serum do twarzy - może przyda się akurat teraz, kiedy nawilżenie staje się coraz bardziej potrzebne?


Intensywne Serum Nawilżające na noc GoCranberry, Nova Kosmetyki
Cena: 37 zł
Pojemność: 30 ml
Dostępność: novakosmetyki.pl
Dla kogo: panie 25-30 lat, skóra sucha i wrażliwa